Jednym z największych niebezpieczeństw życia, również życia duchowego, jest rutyna. Przyzwyczajenie, które zabija życie, dusi witalność. Mieszkańcy Nazaretu tak bardzo rutynowi w znajomości Jezusa. Oni wiedzą już wszystko, tak myślą… Jezus nie jest w stanie niczym ich zaskoczyć. Faktycznie, „nie mógł zdziałać tam żadnego cudu… Dziwił się też ich niedowiarstwu…”. Widzą i słyszą coś tak cudownie nowego, ale… wątpią… lekceważą… bo… przecież znają Go tak dobrze, wiedzą o Nim już wszystko…
Chrześcijanie rutynowi, przyzwyczajeni… „obcykani” z Eucharystią, z Bogiem, Jego sposobem bycia i działania… Tacy już niczego nie oczekujący, z aparatem religijnym poprawnie rozbudowanym, a przy tym bez najmniejszego punktu styczności z Bogiem żywym… Doskonale religijni i całkowicie niewierzący… Tacy nieciekawi, kompletnie niepociągający, znudzeni i… nudni…
Kapłani rutynowi, sprawujący Eucharystię mechanicznie, byle szybciej… Ten sakrament, który jest największym z cudów, jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego, uobecnieniem Boga umierającego z miłości i zwyciężającego przekleństwo śmierci…
Panie, zabierz mi ducha rutyny, przyzwyczajenia… Niech każde nasze spotkanie będzie rozpalone trawiącym ogniem miłości, który nie będzie dawał mi spokoju. Spraw, abym zawsze, idąc do ołtarza, pamiętał tę prostą modlitwę wypisaną na ścianie małego, górskiego kościoła: „Daj mi sprawować i przeżywać tę Eucharystię tak jakby była pierwsza w moim życiu, jedyna i ostatnia… Amen!”.

o. Maciej Sierzputowski CSSp